|
Był raz młody chłopak, który przyszedł do pewnej kopalni. Na początek dali mu taką robotę, że ładował węgiel na wózki. I byłby pewnie tak ładował do sądnego dnia, bo obcemu nie łatwo o lepszy zarobek. Aż Skarbnik upodobał go sobie i jak nie stanie raz przed nim i nie powie: -Chodź ze mną. A był ubrany jako zwyczajny sztygar i chłopak myślał, że to sztygar. Tak i poszedł za nim. A Skarbnik pyta dalej: -Masz olej w lampce? -Mam. -A chleb masz? -Mam. -To chodź pokażę Ci kopalnię. Doszli do nowego numeru a tu ściana rozstępuje się i weszli w sam środek pokładu węgla. Skarbnik pokazywał chłopcu: gdzie węgiel najgrubszy, gdzie, jaka woda. Chłopak myślał, że dzień cały chodzi, bo mu oleju i chleba starczyło. Nareszcie Skarbnik wyprowadził chłopca na podszybie i dał mu kartkę ze swoim podpisem jako mu na górze mają wypłacić za cały czas, co on był pod ziemią. Ale przekazał też, aby nie ważył się nigdy do kopalni wracać. Kiedy chłopak na górze kartkę oddał zaczęto po księgach szukać, kiedy taki a taki robotnik jest zapisany. I ledwie znaleźli że to było przed rokiem. Okrutnie się wtedy dziwowali i nie wierzyli chłopcu, ale jak zaczął im rozpowiadać tak i zmiarkowali, że to rzetelny Skarbnika podpis i za cały rok chłopcu wypłacili. A sami skorzystali dowiedziawszy się gdzie, czego szukać pod ziemią. |