-Dziś wyjątkowy dzień Kamyczku, powiedziała mama. Kiedy my z tatą pójdziemy do pracy, ty będziesz w przedszkolu.
-W przedszkolu?
-Tak chyba nie zapomniałeś? To takie miejsce, gdzie jest dużo zabawek i kolegów, z którymi można się bawić, wytłumaczyła mama.
Kamyczek pobiegł szukać taty. Chciał tam jak najszybciej pójść! Kiedy stanął
w drzwiach przedszkola, poczuł się bardzo onieśmielony. Nikogo tu nie znał.
-Witaj Kamyczku. Mam na imię Małgosia, powiedziała pani. Bardzo się cieszę, że przyszedłeś się z nami pobawić.
-Baw się dobrze synku, powiedziała mama. Wrócimy później.
-Nie…. Chcę, żebyście zostali ze mną, powiedział Kamyczek.
-Nie możemy Kamyczku, odparł tata. Ale zaraz po pracy przyjdziemy po ciebie. Obiecuję!
Kamyczek patrzył, jak mam i tata wychodzą. Poczuł się samotny i było mu smutno. A gdyby nie przyszli?, pomyślał. Bał się, że mama i tata zostawią go w przedszkolu na zawsze! Łzy popłynęły mu po policzkach.
-Chodź pobawić się z nami, Kamyczku, zaproponowała pani Małgosia. Jednak Kamyczek nie miał ochoty na zabawę. Pani Małgosia usiadła obok niego.
-Popatrz Kamyczku, twój miś chce się bawić.
Kamyczek mocniej przytulił misia do siebie. Pani Małgosia poprosiła Kamyczka, żeby wybrał książkę. –Poczytam historyjkę, powiedziała. Kamyczek słuchał uważnie. Historyjka była o misiach, takich jak miś Kamyczka.
-Czy mogę pobawić się twoim misiem?, zapytał Filip. Kamyczek potakująco skinął głową. Filip wsiadł do małego samochodu i zaczął jeździć po pokoju. Kamyczek obserwował nowego kolegę. Sam też wsiadł do samochodu. Jeździł z Filipem
i świetnie się bawił.
-Czas na obiad, powiedziała pani Małgosia.
-Dziś na deser zjecie pieczone jabłka. Kamyczek był zdziwiony. Wszystko smakowało inaczej niż w domu.
Kiedy nadszedł czas poobiedniej drzemki pani Małgosia ułożyła Kamyczka koło Filipa. Nagle Kamyczek zatęsknił za domem, za mamą i tatą. Słyszał szept pani:
-Dzieci zamykajcie oczka. Posłuchajcie ślicznej muzyki….
Kamyczek przytulił się do misia i zasnął. Filip obudził Kamyczka.
-Pobawmy się, zaproponował. Kamyczek lubił bawić się z Filipem. Pozwolił mu nawet potrzymać swojego misia.
-Kamyczku, zobacz kto przyszedł, powiedziała nagle pani Małgosia. Kamyczek podbiegł do mamy i taty.
-Jeździliśmy z Filipem samochodami, opowiadał uradowany.
-Do widzenia Kamyczku, powiedziała Małgosia.
-Do widzenia wszystkim, odpowiedział Kamyczek.